Skip to content

ORIENT IN THE GARDEN


Air – Alone In Kyoto

Remember when I wrote that I came back from China with a couple of beautiful kimonos? The time has just come to share my loot with you! ^^ All the more that I managed to find an exotic oasis in the middle of the urban dessert! Ivy rambling up the balconies, spectacular palm trees accompanied by raw wood and a few expressive color accents- all that’s left to do is pose! ;D I decided to combine the Middle Kingdom with the Land of the Rising Sun in the today’s look. The kimono, which, despite of the common believe to have its roots in Japan, actually comes form the Chinese tradition, is the brightest star of the outfit. Right when I saw this Orient Pearl on a local market in Hong Kong, I immediately knew it would be mine. Sparkling silk and deep ultramarine, a background for an exotic scenery… Something really beautiful! I also decided to spread this combination of deep cobalt and juicy fuchsia to my eye make-up. I associate such colorful lines with geishas, who are able to seduce a passing by man only by looking at him once… It’s worth a try ^^ Chinese inspirations come and go in other elements of the outfit as well: golden stilettos, shining like dragon scales and fiery red paper umbrella. This one is a real vintage rarity- to be honest, rummaged on Allegro (a Polish Internet auction webpage) not during a trip, but still! Who knows, maybe it belonged to some Empress? ;) I decided to cool down the wealth of the Far East with a bit of European chic. An elegant toque with a veil and a clutch with a pressed pattern remind me that it’s time to step out of the Orient Express ;)

Pamiętacie jak pisałam, że razem ze mną z Chin przyleciały piękne kimona? Właśnie nadeszła wspaniała okazja by pochwalić się zdobyczami! ^^ Tym bardziej, że udało mi się znaleźć egzotyczną oazę i to w samym centrum miejskiej pustyni. Bluszcz pnący się po balkonach, spektakularne palmy w towarzystwie surowego drewna i kilku mocnych akcentów kolorystycznych – nic tylko pozować! ;D W dzisiejszej stylizacji Państwo Środka skrzyżowałam z Krajem Kwitnącej Wiśni. Najjaśniej lśni tu kimono, które mimo powszechnego przekonania o japońskim rodowodzie, w rzeczywistości wywodzi się z chińskiej tradycji. Kiedy tylko zobaczyłam tę perełkę orientu na lokalnym na bazarze w Hongkongu, od razu wiedziałam, że będzie moja. Połyskujący jedwab i głęboka ultramaryna, na tle której maluje się egzotyczny pejzaż… Coś pięknego! Połączenie mocnego kobaltu i soczystej fuksji postanowiłam przenieść również na makijaż oka. Takie kolorowe kreski kojarzą mi się z gejszą, która jednym spojrzeniem potrafi rozkochać w sobie przechodzącego obok mężczyznę… Warto spróbować ^^ Typowo chińskie inspiracje przewijają się w kolejnych elementach: szpilkach błyskających złotem niczym smocze łuski  i ognistoczerwonej parasolce z papieru. Ta z kolei jest prawdziwym unikatem vintage – wprawdzie nie z podroży a wyszperanym na Allegro, ale zawsze! Kto wie czy wcześniej nie należała do jakiejś cesarzowej? ;) Na zakończenie bogactwo Dalekiego Wschodu stonowałam odrobiną europejskiego szyku. Wytworny toczek z woalką i kopertówka z wytłoczonym wzorem przypominają mi, że pora już wysiąść z Orient Expressu ;)

http://ift.tt/1mcliFz

place – Izumi Sushi

wearing: kimono – no name (souvenir from trip to China); shoes – Kalliste; bag – ETUI 
headpiece – Choies; bracelets – River Island; sunglasses – ZeroUV; earrings – SAADIA
manicure – NAIL SPA; lipstick – Bourjois Rouge Edition Velvet 08 Grand Cru

from MACADEMIAN GIRL http://ift.tt/1vue8S2

SPOT ON: CHINESE SILK MIRRORS

http://ift.tt/1mcliFz

chinese silk mirrors – souvenir form trip to China

from MACADEMIAN GIRL http://ift.tt/1u6tiNd

MIXING FOLK WITH HIPPIE

The Doors – Summer’s Almost Gone

Chyba nawet najbardziej wybredne osoby przyznają, że w tym roku jesień jest wyjątkowo piękna! No OK, wprawdzie dopiero się zaczęła, ale już jest na tyle zachwycająca, że zamiast opatulać się płaszczami oddaję pierwszeństwo ostatnim, jeszcze nieco letnim inspiracjom ;) Na styku pór roku walczą we mnie dwa wcielenia: retro dama i miejska hippiska. Oczywiście (jak to zwykle bywa) nie ograniczam się tylko do jednego i stworzyłam stylizację, w której oba nurty znajdują dla siebie miejsce – a co! ;) Wszystko za sprawą zjawiskowego kimono, które udało mi się upolować wraz z końcówką lata. Ma w sobie etniczną beztroskę i jednocześnie pierwiastek elegancji z dawnych lat. No i ten kwiatowy wzór rodem z folkowej chusty! ^^ Od razu wyobraziłam sobie ogród idealny plener z polaną porośniętą starymi drzewami… na takim tle prezentowałoby się doskonale! Z pomocą przyszedł mi Park Krasińskich, jeden z najokazalszych zakątków zieleni w Warszawie. Siedząc tutaj, w tym zacisznym miejskim zagajniku, poczułam się zupełnie jak Telimena z “Pana Tadeusza” – tylko bez mrówek proszę! ;D A skoro już o słynnych damach mowa, obowiązkowym elementem dzisiejszego zestawu stał się kapelusz z szerokim rondem. Teraz trzeba zrobić miejsce dla koloru! Swoją rolę koncertowo odegrała wysadzana turkusami, zdobna biżuteria. Biała bluzka z plisami wokół dekoltu okazała się idealnym tłem dla neonowych akcentów. Soczyście różowe wzory kimona szkoda było zostawić bez kontynuacji. Dopasowałam więc do nich spodnie z szerokimi nogawkami i oprawki okularów w tym samym odcieniu. Gorący róż efektownie schłodziła mięta geometrycznych szpilek. A na koniec, czy muszę wyjaśniać dlaczego ostatnio ulubionym dodatkiem w mojej garderobie jest lawendowa, pierzasta torebka? Zawsze to jakaś rekompensata dla takich nieszczęśliwców jak jak którzy nie mogą trzymać  zwierzaczka w domu… ;)))

http://ift.tt/1mcliFz

wearing: kimono & pantsChoies, top – Chicwish; shoes – Guess by Marciano; bag – River Island;
hat – vintage; earrings & bracelets – I AM; jewel ring & jewel bracelets – By Dziubeka;  
manicure – NAIL SPA;

from MACADEMIAN GIRL http://ift.tt/1vkGWwi

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINAvol. 2/4: SHENZHEN – HUAWEI HEADQUARTERS

Moja wielka, chińska przygoda pewnie jeszcze na długo pozostałaby w sferze marzeń, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze Wasze oddanie (po raz kolejny mogłam na Was liczyć – dziękuję! ;***), a po drugie marka Huawei, czyli sprawca całego zamieszania! To właśnie oni zaprosili mnie do swojego rodzinnego kraju, żebym mogła na własne oczy przekonać się, że Chiny to wcale nie jedynie słaba jakość z którą są kojarzone (czytaj np. torebki LV, które nigdy nie zostały zaprojektowane ;), ale też imperium nowych technologii – zwłaszcza w dziedzinie telekomunikacji. Kolejny dzień mojej wyprawy miał mi to unaocznić. Z samego rana, w pośpiechu (byle tylko nie spóźnić się na pociąg) zjadłam pyszne śniadanie w hotelu i popędziłam na pociąg. Przed nami trzeci dzień w Państwie Środka, nowe miasto i nowe wyzwania. Dzisiaj zabieram Was do Shenzen – miasta leżącego w zupełnie innej niż Hongkong, kontynentalnej części Chin.

My Great Chinese Adventure would have remained a dream for a long, long time, if it hadn’t been for two things. The first one- your devotion- I could count on you once again- thank you! ;***** And the second, Huawei brand- the originator of the whole ado! ;) It was them who invited me to their homeland, so that I could see with my own eyes that China isn’t only the bad quality that it’s being associated with (e.g. Louis Vuitton bags, which have never been designed) but also an Empire of new technology- especially when it comes to telecommunication. The next day of my trip was supposed to prove that. In the morning, in a great hurry (just not to be late for the train) I ate a delicious breakfast at the hotel and ran to catch the train. We’ve got my a second day in the Middle Kingdom ahead of us- a new town and new challenges. I’m taking you to Shenzhen today- a city situated in a completely different, continental part of China.  

NOWE MIASTO, NOWA PRZYGODA!

Sam przejazd trwa niecałą godzinę, ale tyle wystarczy by znaleźć się w całkowicie nowym świecie. Na granicy trzeba pokazać urzędnikowi paszport, dopełnić formalności i poinformować o celu swojej podróży. A potem witajcie Chiny Ludowe! ;) Shenzen to zupełnie inny klimat niż kosmopolityczny, zatłoczony po brzegi Hongkong.  Ze względu na sielankową atmosferę i malownicze otoczenie piaszczystych plaż, niektórzy z podróżujących porównują to miejsce do Lazurowego Wybrzeża (moim zdaniem nieco na wyrost). Jeszcze 3 dekady temu to miejsce było spokojną wioską rybacką. Teraz postępowe zmiany gospodarcze spowodowały gwałtowny rozwój zarówno miasta jak i okolic. W efekcie dziś miesza tutaj (nieoficjalnie) aż  9 milionów ludzi! Z tego co zdążyłam się dowiedzieć 90% z nich to przyjezdni, którzy na co dzień pracują dla wielkich korporacji. Miasto łączy w sobie zatem całkowicie skrajne kultury: z jednej strony międzynarodowe firmy i sięgające chmur wieżowce, z drugiej głęboko zakorzenione, ludowe tradycje. Ale o tym napiszę w kolejnym poście ;)

NEW CITY, NEW ADVANTURES!

The train trip itself lasts almost an hour, but it’s enough to find yourself in a completely different world. You have to show your passport, go through a set of formalities and inform on the purpose of your trip at the border. And then, welcome, Folk China! ;) The atmosphere in Shenzhen is completely different than in the cosmopolitan, crowded till its boarders, Hong Kong. Due to its idyllic atmosphere and picturesque surroundings of sandy beaches, some travelers compare this place to the French Riviera (in my opinion, a bit excessively). Not longer than 3 decades ago, this place used to be a calm fishermen village. Now the progressive industrial changes caused a rapid growth not only of the city itself, but of its surroundings as well. The outcome is (unofficially) 9 million inhabitants! From what I managed to learn, 90% of them are not indigenous inhabitants of the city, they just work for the giant companies. The city combines two completely different cultures; from one hand international companies and sky reaching tower blocks and deeply ingrained folk traditions from the other. But that’s what I’m gonna write about in the next post ;)

http://ift.tt/1mcliFz

 ŚWIAT NOWYCH TECHNOLOGII

Głównym celem mojej wizyty w mieście łączącym przyszłość z przeszłością była wizyta we flagowej siedzibie marki Huawei. Wszystko zaczęło się od ich nowego produktu – smartfona AscendP7. To właśnie jego premiera okazała się pierwszym krokiem do spełnienia moich podróżniczych marzeń! Zresztą przez cały czas trwania wyjazdu miałam okazję posługiwać się tą technologiczną nowinką. Muszę przyznać, że to jeden z tych gadżetów, które można zaliczyć niemalże do akcesoriów modowych. Za sprawą designu i białej obudowy jest niezwykle nowoczesny i elegancki. Na tym nie kończą się  jego zalety: duży wyświetlacz, intuicyjna obsługa i przede wszystkim wytrzymała bateria to coś czego brakowało mi wcześniej w wielu telefonach. Nie mówiąc już o funkcji panoramicznego selfie, która okazała się szczególnie istotna gdy próbowałam objąć za sobą Wielki Mur Chiński, hah ;) Gdybym moje kopertówki nie były w większości wielkości łupinki od orzecha to poważnie zastanowiłabym się nad przejściem AscendP7 na stałe! W każdym razie jeśli Wy rozmyślacie nad nowym telefonem, jest to bardzo mocny konkurent dla wiodących obecnie na rynku modeli innych marek – zdecydowanie warto wziąć go pod uwagę!
Nazwa Huawei (której jak się okazało chyba nikt u nas nie wymawia dobrze, heh) to połączenie dwóch chińskich słów. Pierwsze z nich (华) oznacza ‚wspaniały’, ale może też znaczyć ‚Chiny’. Kolejny (华) to ‚działanie’ lub ‚osiągnięcie’. W związku z tym możemy wywnioskować, że chodzi o Chiny w działaniu ;) Sama marka Huawei została założona w 1987 roku przez byłego wojskowego oficera Rena Zhengfei. Przez lwią część działalności zajmowała się jedynie modemami, ale 3 lata temu nastąpiło prawdziwe wejście smoka – na rynek oczywiście ;) Firma zapowiedziała sprzedaż 20 milionów smartfonów, w międzyczasie stale powiększając ofertę o nowe produkty. Zgaduję, że to dzięki połączeniu chińskiej pracowitości i wojskowego rygoru wiodą dziś prym na całym świecie w dziedzinie nowych technologii. Jeśli natomiast zastanawialiście się, co kryje się pod symbolem marki – tę tajemnicę również udało mi się rozwikłać, więc od dziś mówcie mi Holmes, Sherlock Holmes! ;D Wbrew pozorom nie chodzi tu o rozpalone ognisko, ale o 5 zasad jakimi kierują się od początku działalności. Nacisk na klienta, innowacyjność, zrównoważony wzrost i harmonia. Jak mówią, tak robią! :)

 THE WORLD OF NEW TECHNOLOGIES
The main reason of my visit in this combining the future and the past city, was a visit in the main Huawei headquarters. It all began with their new product- AscendP7 smartphone. It was its premiere that turned out to have been the first step towards my dreams come true travel. And I had the possibility to use this technological novelty during the whole trip. I have to admit that it’s one of these gadgets that can be regarded as a fashion accessory. Its design and white case make it exceptionally modern and elegant. That’s not the end of its advantages: a big screen, intuitive operation and, above all, long lasting battery is something I missed in many of my phones. Not to mention the panoramic selfie function, which turned out to be exceptionally important when I tried to capture the Great Wall behind me, haha ;) If most of my clutches weren’t as big as a nutshell, I would really consider switching to AscendP7! All in all, if you are thinking of a new phone, it’s a very serious competitor for the currently- popular other brands’ models- it’s really worth taking it into consideration!
The name Huawei (which, as it turned out no one in Poland pronounces correctly, ha ha) is a combination of two Chinese words. The first one (华) means ‘great’ but it can mean ‘China’ as well. The second one (华) means either ‘action’ or ‘achievement’. So, as we can figure out, the name is about China in Action ;) The brand was established in 1987 by a former military officer, Ren Zhengfei. Up to some time, it took mostly occupied itself with producing modems, but there was a real entrance of a dragon 3 years ago- to the market, of course ;) The company announced to sell 20 million smartphones, constantly extending the company’s assortment by new products. I’m guessing that it’s thanks to combining Chinese diligence and solider strictness that they’re currently in the lead of modern technology in the whole world. If you’ve been wondering what the logo of the brand means, I also managed to solve that puzzle, so from now on you can call me Holmes, Sherlock Holmes! ;D Despite the appearances, it’s not about a fire, but about five rules of business they have been obeying since the beginning of their work. Emphasis on the client, innovation, balanced growth and harmony. And they do as they say! :)

W SIEDZIBIE HUAWEI
A sama siedziba? Chyba nawet pracownicy Google z Doliny Krzemowej poczuliby na jej widok ukłucie zazdrości ;) Bajkowa, piękna osada w której ilość zieleni zdaje się wręcz otaczać każdego kto wejdzie na jej teren. To takie małe, zielone miasteczko! Atmosfera jest niezwykle przyjazna, a każdy element został przemyślany nie tylko pod względem architektury, ale też krajobrazu. Z tego co się dowiedziałam, mieszkanie tutaj jest spełnieniem marzeń wielu pracowników – oczekuje się na nie  2 lata, ale po otrzymaniu przydziału można mieszkać tu tylko przez rok. Dłużej niestety nie ma możliwości ze względu na zbyt wiele zainteresowanych. Na terenie siedziby oprócz wspomnianej już zieleni mieszczą się sklepy, klub fitness, siłownia i stołówka. Dla mnie największą atrakcją był jednak staw, w którym pływały… czarne łabędzie. Dziewicza przyroda i biznes w jednym miejscu! ^^
Oczywiście poza łabędziami miałam przyjemność zobaczyć także premierowe produkty – takie, które dopiero wchodzą na rynek lub są w fazie prototypów. Wszystkie zostały starannie przemyślane, nie tylko pod względem technologii, ale także ergonomii i wygody. Moja praca wiąże się bezpośrednio z technologiami, dlatego był to dla mnie bardzo istotny element wycieczki – w końcu bez internetu i rożnych nowinek, nie gawędzilibyśmy tu dzisiaj :) Przyznajcie jednak, że chyba nie tylko u mnie świat się wali gdy wyjdę domu bez telefonu hah? Co do nowinek od Huawei, to jestem szczerze ciekawa czy kiedyś chociaż kilka z nich wejdzie do Polski – taki kompaktowy przenośny router do wi-fi bardzo by mi się przydał w kolejnych podróżach! ;D
 AT THE HEADQUARTERS OF HUAWEI 
Of course, besides from the swans I also had a pleasure to see the premiere products; the ones that are either entering the market now, or are still in the testing stage. All of them have been carefully thought over, not only considering technology, but ergonomics and comfort as well. As my job is directly connected with technology, it was a very significant part of the trip for me- all in all, without the Internet and technological novelties, we wouldn’t be able to talk here today ;) You have to admit though, it’s not only in my case that the world goes down when I leave the house without my phone, haha? When it comes to Huawei novelties- I’m really curious if at least some of them make it to the Polish market someday- I could really use a little portable wifi device during my next trips! ;D 
And the headquarters itself? I think that even Google Silicon Valley employees would feel envious if they had an opportunity to see it ;) A fairytale, beautiful settlement in which the quantity of nature seems to be surrounding everyone who enters its premises. It’s a little green city! The atmosphere is really friendly and every element of the village must have been thought over not only considering its architecture, but scenery as well. From what I found out, living here is a dream of many employees- you have to wait 2 years for getting a spot and after you succeed, you’re allowed to live here only for a year, as so many people want to do so. Besides the green areas that I already mentioned, there’re shops, a fitness club, a gym and a diner in the premises. Yet the biggest attraction for me was the pond in which…black swans were swimming. Undiscovered nature and business in one place! ^^ 
 photographed by Ewa Motylewska Photography
with Nikon D610

from MACADEMIAN GIRL http://ift.tt/103WMzX

FOLLOW @macademiangirl ON INSTAGRAM #55

http://ift.tt/1mcliFz

from the top 1/  Time to bring a little bit of good oldfashion mood in   Iloko necklace; ring & LaDame hat & Oasap top; jacket & Place For Dress tutuskirt & By Dziubeka ring, 2/ & 11/ & 15/ It’s SAMBA de janeiro, baby!!! Feeling carnaval vibe thanks to Crystal Bra & River Island bodychain; 3/ Creepy castle in the middle of Warsaw! 
4/ & 8/ & 13/ Slavic girls know how to use their charming beuaty ;) 5/ First rule of MACADEMIAN style : mix everything togheter! ;D New lovely nails by Nail Spa; 6/ Having a lot of fun in Studio Stawki! 7/ Hello Warsaw! 9/ Look what I’ve just found – it’s Chinatown! ;) Wearing Choies kimono & 6ks shorts, 10/ My head is still all about summer! 12/ New accessories in the house! Say hi to Moschino belt & Essentiel bag via Jades24; 14/ Folk is still alive at Halka restaurant!

from MACADEMIAN GIRL http://ift.tt/YkTpmZ

Knit & Knot

I'm all for cleverly-constructed, no-fuss articles of clothing.
(Click on "Read More" to see the full post)

Read more »

from Death by Platforms http://ift.tt/1rir7pQ

Knit & Knot

I'm all for cleverly-constructed, no-fuss articles of clothing.
(Click on "Read More" to see the full post)

Read more »

from Death by Platforms http://ift.tt/1rir7pQ

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

Join 31 other followers