Skip to content

FASHION WEEK POLAND SS2014 RUNWAY REPORT vol 2/2 – DESIGNER AVENUE

November 26, 2013
Wracam z drugą częścią recenzji z Fashion Week Poland SS2014, tym razem przyszła kolej na 6 moim zdaniem najlepszych pokazów Głównej Aleii jesiennej edycji. Pierwszą część recenzji z Out of Schedule SS2014, możecie przeczytać TUTAJ.

FASHION WEEK POLAND SS2014 – DESIGNER AVENUE 

17.10 (czwartek)

LABEL2 – ‘Ninja przyszłości’ 
Kiedy na wybiegu pojawiły się pierwsze sylwetki zagranicznego duetu Label2, a publiczność przywitały stonowane miętowo-beżowe propozycje, nawet spokojny kolor nie stanął na przeszkodzie piorunującemu wrażeniu, które wywarły. Andrea Popovic z Bośni i Hercegowiny oraz Alen Pinku z Serbii operują formami tak przerysowanymi i nowoczesnymi, że niemal poderwały mnie się z krzesła – czegoś takiego dawno nie było na Fashion Weeku w Łodzi. Proste, opływowe cięcia wyraźnie kontrastują ze sztywnymi materiałami takimi jak neopren czy nylon. Cała esencja tych propozycji to konstrukcyjna gra, która powstaje w wyniku ścierania się tych przeciwieństw. Materiały, choć w istocie miękkie, niechętnie poddają się opływowym liniom, tworząc tym samym szereg mimowolnych, kubistycznych załamań.
Pastelowa tonacja przeplatana czernią, współgra z futurystycznym charakterem kolekcji. Zdumiewające, wyolbrzymione spodnie w kształcie ‘O’, przypominają dwie połówki symetrycznie rozciętego jabłka. Wyraziście zestawiono je z krótkimi, obcisłymi topami, a mięsistość neoprenowych kurtek i płaszczy, przełamano transparentnymi elementami garderoby. Na uwagę zasługują też dodatki: buty, z których jedna z par była wręcz instalacją skonstruowaną z pociętych pasków cienkiej pleksi; oraz trójwymiarowe maski zakrywające nos i usta. Geometryczne i drapieżne, niczym przeznaczone dla futurystycznego wojownika ninja, świetnie wyeksponowały niejednoznaczną naturę kolekcji.

PHOTOGRAPHED BY RAFAEL POSCHMANN / POSH

18.10 (piątek)
JOANNA STARTEK – ‘Z taką pewną nieśmiałością’ 
Niezwykle ucieszył mnie wyczekiwany powrót na FWP Joanny Startek. Po sezonie nieobecności Startek zaprezentowała swoje propozycje dla mężczyzn, tym razem (jak najbardziej zasłużenie) już w ramach Alei Głównej. Projektantka jest konsekwentna – z wysmakowanym kunsztem, umiejętmie kroczy minimalistyczną ścieżką. O niezwykłości jej ubrań decydują wysoka jakość tkanin i wykończeń, oraz wysublimowane akcenty rozplanowane w całej kolekcji ‘(UN) REAL’. Letnia propozycje operują stonowanymi odcieniami kolorów: obok skali bieli i szarości, pojawiają się też granaty i czernie, a nawet rdzawe brązy. Płaszcze są w większości oversizowe. Te dłuższe, ortalionowe projektantka przepasała w tali, okiełznując tym samym ich dużą płaszczyznę, uniknęła wrażenia bezkształtu.
W propozycjach pojawił się też autorski nadruk, będący jednocześnie nazwą kolekcji. Skrzyżowane napisy tworzą harmonijny, lekko przygaszony print, który modułowo wprowadzono na białych materiałach. Tutaj nie ma miejsca na przypadek. W każdym nawet najbardziej ascetycznym ubraniu wszystko ma dokładnie określone miejsce. Nie bez powodu na pokazie koszule modeli były zapięte pod szyje, a oni sami z mowy ciała korzystali bardzo oszczędnie. Spokojnemu, miarowemu krokowi towarzyszyły opuszczone, ciasno przytulone do tułowia ręce. U Joanny Startek miarą prawdziwego mężczyzny nie jest nadmierne epatowanie testosteronem, a wewnętrzna, charyzmatyczna klasa, której odpowiednie ubrania tylko pomagają wyjść na powierzchnie.

PHOTOGRAPHED BY RAFAEL POSCHMANN / POSH

ODIO I JAKUB PIECZARKOWSKI – ‘Szkicownik zbuntowanego nastolatka’ 
Kaskaderska szermierka zdobieniami. To są pierwsze słowa, które przychodzą mi do głowy gdy myślę o ostatniej kolekcji pokręconego duetu ‘Odio i Jakub Pieczarkowski’. Użyłam słowa pokręconego, bo taka feeria zdobień, form i wręcz (jak stwierdził żartobliwie sam projektant) ‘artystyczny śmietnik’, wytworzone mogą zostać tylko w umyśle kogoś nie do końca, nazwijmy to: okiełznanego. No ale jak lubię podkreślać: Szalony Kapelusznik mawiał, że ‘tylko wariaci są coś warci’. I faktycznie, sprawdza się to częściej niż mogłoby się wydawać, a już na pewno sprawdziło się w przypadku tego teamu. Gra fakturami jest tu absolutnie bezbłędna: pojawiają się tłoczenia, nadruki, naszycia, a wszystko dodatkowo spotęgowane warstwową stylizacją sylwetek. Szorty i spódnice zakładane na leginsy, przyduże płaszcze pod którymi aż kipiało od kolorów; wszystko to w inny deseń lecz z wielkim przepychem zgrane i zestawione razem. Widać w tych projektach nonszalancką rękę Pieczarkowskiego, który jest mistrzem kontrolowanego kiczu. Jednak tym razem, jest tu znacznie mniej technicznych niedoróbek i wyczuwam w tym działanie drugiej połówki projektanckiego jabłka – Odio, czyli ukrywającej się pod tym pseudonimem Aleksandry Ozimek. Dzięki temu, w tym chaosie wszystko ma ręce i nogi.
Sam pokaz został starannie rozplanowany i podzielony na 4 odrębne kolorystycznie, a jednocześnie nawiązujące do siebie, części. Zaczęli od monochromatycznych czarnych sylwetek, następnie pojawiły się biało-czarne, później przyszła kolej na metaliczne kolory zestawiane z czernią, a na końcu wypuścili sylwetki z przewagą złota. To nadal jest w dużej mierze lekko sportowy streetwear, ale z przewagą ekscentrycznej i butnej punkowej energii. Tej finezji ze świecą szukać u nudnej jak tumblrowe nadruki na t-shirtach konkurencji. A skoro nie można ich porównać do niczego w Polsce, to pojawiło się wiele głosów, że ich łódzkie propozycje zbyt mocno zahaczają o projekty marki KTZ – szczególnie sekcja utrzymania w czerni i bieli. Być może jest w tym ziarno prawdy, ale chociaż podobieństw można się doszukać, to jednak jest to jedynie wycinek z całości tego co przygotowali. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że jednocześnie cała kolekcja Odio i Jakuba Pieczarkowskiego, wynika bardzo silnie z ich (usankcjonowanej szeregiem poprzednich projektów ) autorskiej estetyki, szczególnie jeśli zna się twórczość Pieczarkowskiego. To wszystko co charakterystyczne dla każdego z nich z osobna zostało teraz przelane w jedną linię ubrań. Miarą udanej inspiracji nie jest niewykrywalność jej źródła, ale to czy ostatecznie zaprowadziła artystę do odkrycia indywidualnego ja. 

PHOTOGRAPHED BY RAFAEL POSCHMANN / POSH

AGA POU – ’W eko Ci do twarzy’ 
W kwestii podziałów na wiosnę-lato i jesień-zimę, Fashion Week Poland rządzi się nadal swoimi prawami. Projektanci w dalszym ciągu często orbitują wokół jakiejś niezależnej planety o nazwie ‘Sezony-Mnie-Nie-dotyczą’. Bywa to męczące, bo kiedy na świecie na Tygodniach Mody królują sukienki i i bermudy, u nas w październiku pokazuje się swetry i kurtki, a wszystko w odcieniach tak przygnębiających, że z bardziej niż modowej gorączki, można się nabawić modowej depresji. A jednak Aga Pou udowadnia, że można się z powodzeniem wstrzelić w międzynarodowy grafik. Co więcej (bo bywa, że próby kończą się klęską), wcale nie skutkuje to posłaniem na wybieg niedorobionych i niedoszytych sylwetek, a przemyślaną i krawiecko dopracowaną kolekcją. Nie ma tu sterczących nitek, źle układających się spodni czy szwów nie w tych miejscach gdzie należałoby się ich spodziewać – wszystko jest przygotowane od linijki.
Pou pierwiastek komercyjności łączy z dopracowanymi krojami, a następnie robi z tego główny atut swoich propozycji. Wiosna-lato będzie według niej skąpana w naturalnych barwach i równie naturalnych materiałach. Dominują len i bawełna, a nawet zapomniana przez wielu a jakże ciekawa juta. Co ważne, Pou (i rzadkie) traktuje użyte tkaniny nie tylko jak narzędzia do budowy sylwetki, ale jako integralny element , którego właściwości decydują o ostatecznym charakterze kolekcji. Morze spokojnych beży i bieli, co jakiś czas przeszywają kontrastujące pasy, konsekwentnie ułożone w geometrycznie powtarzalne systemy. Męska część kolekcji to znacznie więcej kontrastu i nadruków, co tylko dodaje marynarkom, płaszczom i garniturom zdecydowanego charakteru. Operowanie wyłącznie barwami ziemi bywa ryzykowne – łatwo popaść w rutynową nudę. Na szczęście Aga Pou z tej potyczki wychodzi bez szwanku, pokazując, że ubierać się ‘eko’ też można z polotem.

PHOTOGRAPHED BY RAFAEL POSCHMANN / POSH

GRZEGORZ KASPERSKI – ‘Składanka z przebojami’ 
To jest dla mnie niezła zagwozdka. Bo jak można tak zmarnować potencjał na wspaniałą kolekcję? To, że Grzegorz Kasperski ma w ręku niesamowity fach (i talent) jest więcej niż pewne. Dla mnie jego kreacje są uosobieniem artystycznej awangardy, a czasami nawet zahaczają o kunsztowne haute couture. Problem zaczyna się w momencie, gdy bardzo kreatywny projektant (a widzę, że z takim mam do czynienia) wszystkie swoje pomysły chce upchnąć w jeden sezon – zaczynając od palety barw, na krojach kończąc. Choćby były one najbardziej genialne, to jeśli nie ma między nimi nici połączenia, taka kolekcja jest skazana na klęskę. Wprawdzie tego określenia używam tu mocno na wyrost (robię to raczej by zobrazować o czym mowa), to jednak w pewnym sensie Kasperski poniósł swoistą porażkę. Prawdą jest, że ‘gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść’, a najwyraźniej czasami wystarczy jeden zdolny kucharz z lekkim rozszczepieniem osobowości.
Ubrania same w sobie są przepiękne. Finezyjnie skonstruowane, kobiece i pełne ciekawych rozwiązań. Zakochałam się wprost w aplikacjach, zwiewnych plisach i materiałach, które wręcz nie leżą na ciele, a płyną razem z nim. Tylko to ciągłe skakanie od strojów rodem ze Star Treka i ukraińskiego taliowania, poprzez francuski casual, do niemal futurystycznego kubizmu, staje się w pewnym momencie uciążliwe. Piszę o tej kolekcji, bo poszczególne sylwetki Grzegorza Kasperskiego wyróżniają się nie tylko technicznie, ale i konceptualnie na tle wszystkiego z czym mamy do czynienia na polskim Fashion Weeku. Tego nie można mu odebrać. Jednak dopóki nie będzie można zobaczyć wspólnej myśli przewodniej w więcej niż 3-5 propozycjach na raz, trudno w ogóle mówić o ‘kolekcji’. To raczej umiejętnie złożony i smakowity kolaż.

PHOTOGRAPHED BY RAFAEL POSCHMANN / POSH

19.10 (sobota)

 DAWID TOMASZEWSKI – ‘Świat luksusowego high-end’ 
Pokazy Dawida Tomaszewskiego są dla mnie każdorazowo na koniec Fashion Weeku tym, czym choinkowe prezenty na koniec grudnia – nagrodą za ciężkie boje minionego roku (tudzież tygodnia). Osobistą wisienką na torcie. Nie ukrywam, że z tego co Tomaszewski pokazuje w Łodzi, uwielbiam przede wszystkim te bardziej odważne i konstrukcyjnie spektakularne kreacje. Linie stricte ‘ready to wear’ raczej nie powodują u mnie przyspieszonego bicia serca, ale kiedy ten projektant wyciąga z pracowni swoje propozycje, czuję się jak dziecko w pracowni mistrza.
Tym razem było spokojniej niż zwykle, ale nadal intrygująco i jak zawsze z wielką klasą i smakiem. Uwagę magnetycznie przyciągały stalowe spodnie, powstałe z niewielkich metalizująco lśniących fragmentów. Prawie jak ciężka, graficzna kolczuga stanowiły idealną przeciwwagę dla romantycznych, lejących się tkanin z którymi je zestawiono. ‘LithumDawida Tomaszewskiego po raz kolejny zdradziła jego pociąg do innowacyjnej estetyki high-end. Jest dużo mlecznych beży, ale też i ostrej jak brzytwa czerni. Jednocześnie projektant ociepla swoje propozycje delikatnymi swetrami, których precyzyjne wykonanie zachwyca dbałością o detale. Jeżeli prawdziwy luksus może być komerycjny, to tylko w takim wydaniu.

PHOTOGRAPHED BY RAFAEL POSCHMANN / POSH

from MACADEMIAN GIRL http://www.macademiangirl.com/2013/11/fashion-week-poland-ss2014-runway_26.html

From → Other

Leave a Comment

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: