Skip to content

MACADEMIAN GIRL IN CHINAvol. 3/4: SHENZHEN – THE CITY

October 4, 2014
Po zatłoczonym po brzegi Hongkongu, przyszła chwila na kolejne podboje! Zgodnie z obietnicą, po wizycie w malowniczej siedzibie marki Huawei, zapraszam do Shenzhen – tym razem na miejską eskapadę! To naprawdę niezwykłe miasto, które jeszcze 30 lat temu było… zaciszną wioską rybacką. Nie do wiary? A jednak! Wtedy jeszcze okoliczni mieszkańcy utrzymywali się z rybołówstwa i hodowli kaczek, jak się zapewne domyślacie wiodąc przy tym nader spokojne życie. Nawet sama nazwa (w języku chiński oznaczająca ‚głęboki rów’… cóż i wszystko wiadomo hah) zdawała się zdradzać charakter tego miejsca😉 Natomiast dzisiaj? Shenzhen to najszybciej rozwijających się miast świata, liczące blisko 15 milionów mieszkańców! W ciągu zaledwie trzech dekad urosło do rozmiarów potężnej metropolii. Urosło dosłownie, bo miejski krajobraz wręcz ugina się pod ciężarem sięgających chmur budynków. Ale zacznijmy od początku….
After crammed full Hong Kong, it’s time for other conquests! As promised, after my picturesque Huawei headquarters visit, I’d like to invite you to Shenzhen– this time to accompany me in my city escapade! It’s really an incredible city, which as far as 30 years ago used to be a… snug fishermen village. Unbelievable? Yet true! Local inhabitants were living on income from fish and ducks raising, and, as you can assume, they were leading very calm lives. Even the name itself (meaning ‘deep ditch’ in Chinese… and everything is clear now, ha-ha) seemed to give the character of this place away😉 And toady? Shenzhen is one of the most rapidly developing towns in the world, with almost 15 million citizens! During only 3 decades it grew to the size of a powerful metropolis. And it literally grew, as the scenery is literally laden with the weight of sky-reaching buildings. But let’s start from the beginning.

http://ift.tt/1mcliFz

  MIASTO PRZYSZŁOŚCI
Skąd wzięły się te wszystkie drapacze chmur? Otóż w 1979 r., rządzący wówczas Chinami Deng Xiaoping, postanowił zrobić eksperyment. W oddalonej o 40 km od Hongkongu osadzie założył  specjalną strefę ekonomiczną. Bliskość bogatych miast zapewniła stały napływ zachodniego kapitału i tak oto Shenzhen stało się potężnym ośrodkiem gospodarczym, produkującym elektronikę na cały świat. Czytając o tym początkowo wyobrażałam sobie dymiące kominy i znikomą ilość zieleni, na szczęście zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona! Moim oczom ukazały się szerokie ulice, obfitujące w roślinność parki, a momentami nawet oczom ukazywały się pejzaże niczym z Lazurowego Wybrzeża. Mieszkańcy przemierzali ulice na kolorowych rowerach, a niebo miało idealnie niebieski odcień. Może to dzięki słynnym błękitnym wieżowcom (jest ich tu ponad 230), a może dzięki jaśniejącemu nad nimi słońcu? Warto dodać, że w tym regionie robi to nieprzerwanie przez ponad sześć miesięcy w roku😉 W każdym razie tak właśnie prezentowało się Shenzhen gdy zwiedzałam siedzibę Huawei (więcej o niej w poprzednim poście TUTAJ).

Natomiast po zmroku miasto odsłoniło swoje zupełnie nowe oblicze – wszystko ożyło! Kolorowe neony rozświetliły ulice tęczową łuną, a z każdego pobliskiego głośnika rozbrzmiewała inna muzyka. Przez chwilę miałam wrażenie, że trafiłam do Las Vegas i to w szczycie sezonu! ;D Jednak najbardziej urzekły mnie, napotykane od czasu do czasu, lokalne kobiety. Oczywiście pewien ich szczególnie odważny odsetek. Na ulicy, przy dźwiękach wibrującej muzyki, te niezwykłe Chinki (nieskrępowane rosnącą widownią) ćwiczyły skomplikowane układy taneczne! To podobno już tradycja, i jak się okazało regularnie w większych i mniejszych grupach wieczorami wychodzą na miasto wspólnie potrenować. Co za wspaniały sposób integracji! Chętnie przeniosłabym ten zwyczaj do Warszawy, chociaż nie wiem czy nadchodzące minus trzydzieści stopni okazałoby się właściwą zachętą😉 Podobnie jak w Hongkongu, ulice kuszą lokalnymi przysmakami, ale oprócz tego w ofercie znajduje się także osławiona elektronika. Podczas spaceru dotarłam do ‘elektronicznego marketu’ – od razu jednak mówię, że to eufemistyczne określenie, które podała mi nasza przewodniczka, nijak ma się to tej przeogromnej hali targowej, gdzie sprzedaż gadżetów (niekoniecznie oryginalnych, ale zawsze ‘najnowszych’ ;D) trwa codziennie do późnych godzin nocnych. Podobnie pracują też restauracje, a nawet salony kosmetyczne. Przechadzając się ulicami Shenzhen po 23:00 można jeszcze załapać się na podcięcie końcówek. To dopiero wygoda ;D Normalny dzień pracy przeciętnego Chińczyka jest znacznie dłuższy, dlatego i miasto kładzie się spać później. Zdecydowanie mogłabym tu zamieszkać na jakiś czas (chociaż nic na razie nie przebije mojej miłości do HK), to pewnie brakowałoby mi… czereśni. Podobno kilogram kosztuje 150 zł😉

 THE CITY OF THE FUTURE

Where do all these skyscrapers come from? So in 1979, Deng Xiaoping, who was ruling China back then, decided to carry out an experiment. He established a special economic area in a village situated 40 km from Hong Kong. The proximity of rich cities provided a constant inflow of Western capital and that’s how Shenzhen became a powerful economic center, producing electric devices for the whole world. When I was reading about it, I initially imagined smoky chimneys and no green areas, and, luckily, I was positively surprised! My eyes had the pleasure to see wide streets, rich in nature parks and almost French Riviera beaches. The citizens were crossing the streets on colorful bikes and the sky had this perfectly blue shade. Was this because of the famous blue high rises (there’re over 230 of them here) or because of the sun shining above them? It’s worth mentioning that in this region of the country it shines constantly for over 6 months in a year😉 All in all, that’s what Shenzhen looked like when I was visiting Huawei headquarters (you can read more about it in the previous post HERE).
 

However, when the night falls, the city shows itself in a completely different light- everything becomes alive! Colorful neons light up the streets with a rainbow glow and all encountered speakers speaker play different music. I had an impression of landing in Las Vegas in the height of the season for a while! ;D Yet I got most captivated by the, came across from time to time, local women. Of course, by a certain special percentage of them. These incredible Chinese women, (unhampered by the growing audience) were dancing very complicated choreographies to the sound of vibrant music! I was told that it’s become a tradition and that women in bigger and smaller towns leave their houses in the evenings to exercise together. What a wonderful way of integration! I’d like to bring this custom to Warsaw with me, but I’m not sure whether the approaching minus 30 degrees temperature would be a proper encouragement to participate in such an undertaking😉 Just like in Hong Kong, the streets seduce with local food specialities, but  the famous electronic devices are offered as well. I managed to get to an ‘electronic market’ during my walk and I hereby stress; this euphemistic term that our guide gave us to describe the place, had nothing to do with the huge market hall, in which a vastness of different gadgets (not necessarily original, but always ‘the novelty’ ;D) is being sold every day till late at night. The city restaurants are open till late as well, exactly like beauty salons. Wandering around Shenzhen at 11 PM you can still have your endings cut. That’s comfortable ;D As a normal work day of an average Chinese is much longer than ours, the city goes to sleep later as well. I could totally live here for some time (though nothing can beat my Hong Kong affection at the moment) but I think I would miss… cherries. Supposedly a kilo costs approximately 40 EUR😉

Octopus snack anyone?😉

After nightfall everything comes to life!


GŁĘBOKIE KORZENIE

Kiedy tak spacerowałam sobie między błękitnymi wieżowcami, nie mogłam uwierzyć, że Shenzhen jest w rzeczywistości bardzo starym miastem. Pierwsze ślady osadnictwa w tym miejscu datuje się na aż pięć tysięcy lat przed Chrystusem! W Chinach Ludowych nowoczesność rodem z filmu scence-fiction miejscami ustępuje ruinom piętnastowiecznych pałaców i ich jeszcze starszym tradycjom. Kontrasty, kontrasty i jeszcze raz kontrasty, ten kraj jest ich pełen. W mieście zauważyłam kawiarnie wzorowane  nawet na zachodnich sieciówkach, ale i chińskie herbaciarnie. W tych drugich tradycje zachowuje się do tej pory, a przyrządzenie filiżanki herbaty ma status prawdziwej ceremonii. Bardzo podoba mi się to, że mimo najnowszych smartfonów w dłoniach, mieszkańcy Shenzhen wciąż pielęgnują swoją kulturę. Podobno co rano witają dzień ćwicząc w parkach tai chi, nawet jeśli… wciąż mają na sobie piżamy, hah😉 Pomimo stałego bogacenia się cenią proste życie: uwielbiają przesiadywać na parkowych ławkach grając w karty i rzadko wymieniają wysłużony skuter na nowy. Nadal wiele osób beztrosko spluwa na chodniki, wierząc że odpędzi to złe duchy, a narodzone dzieci przekazywane są pod opiekę dziadków (najczęściej mieszkających w innym mieście). Starcie z kulturą zachodu najlepiej  widać w języku. W Shenzhen panuje tak zwany ‘chinglish’, radośnie rozweselając obcokrajowcom treść podawanych informacji np. tych na tablicach ostrzegawczych. Jedna z perełek to na przykład: „If you are stolen, please call the Police” – to co are you stolen or not? ;D

 DEEP ROOTS

Walking among blue high rises, I couldn’t believe that in reality, Shenzhen is a very old city. First signs of settlement in this place are dated as far as 5 thousand B.C. In the Folk China, science-fiction modernity gives way to 15th century palaces remains and their even older traditions from time to time. I also spotted cafes patterned upon Western chain ones next to traditional Chinese tea shops. In the latter, the tradition is kept up to now and making a cup of tea has a status of a real ceremony. I really like the fact, that despite the newest smartphones in their hands, the citizens of Shenzhen are still cultivating their traditions. I heard that they wake up every day to welcome the new day by practicing tai chi in the parks, even if they’re still wearing their pajamas, haha😉 Despite the fact that they’re constantly getting richer and richer, they value plain life: they love sitting on park benches and playing cards and replace their well-worn scooters for new ones very rarely. There are still many people cheerfully spitting on the sidewalks, believing that it would chase bad ghosts away, new borns are given to their grandparents to take care of them (they most often live in different cities). The clash with the Western culture is best to be seen in the language. People speak the so called ‘chinglish’, making the information given on their warning signs funny for foreigners. The jewel on the crown was: „If you are stolen, please call the Police”- so what, are you stolen or not? ;D

Colourfull nighttime in Shenzen

Chinese people are so charming and friendy!

Time to try some local specials!😉

CO WARTO ZOBACZYĆ?

Niestety moja wizyta w Shenzhen trwała tylko niecały dzień, dlatego nie zdążyłam zwiedzić flagowych atrakcji. Jeśli jednak Wam uda się kiedyś przyjechać tam na dłużej, godne polecenia są na pewno co najmniej dwa obiekty. Po pierwsze: park rozrywki Window of the World. Wyobraźcie sobie Wieżę Eiffel’a, piramidy, Tadż Mahal, wodospad Niagara i nowojorski Manhattan w jednym miejscu! W tym przypominającym Disneyland parku znajduje się około 130 replik najbardziej znanych światowych zabytków. Ekspresowa podróż dookoła globu w kilka godzin? Chińczycy to naprawdę praktyczny naród😉 Jakby wrażeń było mało, do dyspozycji pozostaje jeszcze Splendid China & China Folk Culture Villages. Tu z kolei zminiaturyzowano całe Chiny, w tym też część Mongolii i Tybetu. Na odkrycie czekają zatem Wielki Mur, Zakazane Miasto czy rejs tratwą po rzece Li, a także oraz małe wioski zamieszkałe przez etniczną ludność. W Chinach naliczyć można aż 56 mniejszości, zatem jest to wspaniała okazja by zapoznać się z ich ludowymi zwyczajami i zwiedzić repliki tradycyjnych domów. Wszystko w skali 1:1!

WHAT’S WORTH SEEING?

Unfortunately, my visit in Shenzhen lasted less than a day, so I didn’t manage to visit the most important attractions. Yet if you get to visit this place for longer, at least two things are worth recommending. First of all: the Window of the World theme park. Just imagine the Eiffel Tower, the Pyramids, Taj Mahal, the Niagara Falls and Manhattan in one place! In this reminding Disneyland park there are around 30 replicas of the most known world monuments. An express around the world trip in a couple of hours? The Chinese are a really practical nation.😉 If that’s not enough for you, there’re still Splendid China & China Folk Culture Villages left. Here, on the other hand, the whole China, including a bit of Mongolia and Tibet, was downscaled. There are the Great Wall, the Forbidden City, raft trip on the Li River and little settlements inhabited by ethnic people to be discovered. There are as many as 56 minorities in China, so it’s a perfect occasion to get to know their folk traditions and visit the replicas of their traditional houses! And it’s all on a scale of 1:1!

Hello miss Kitty! ;D

Looks yummy!😛

 photographed by Ewa Motylewska Photography
with Nikon D610

from MACADEMIAN GIRL http://ift.tt/10yTrJx

From → Other

Leave a Comment

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: